Noc, godzina: po dwudziestej trzeciej. >PYK< Zaczynam jakoś odżywać. Noc przychyla do mnie swoje "gałęzie". Potrafię coś tworzyć. Umysł rozjaśnia się i pracuje jakby lepiej, kreatywniej, szybciej.
Duży kubek gorącej herbaty zazwyczaj z cytyną - dziś nie.
P. Może cały dzień udało mi się nie tęsknić, ba. Nawet jakoś nie zaśmiecałam sobie myśli - tymi gorszymi wersjami zdarzeń (każdy sobie dorabia w głowie hipotetyczną rozmowę/sytuację, która rzadko kiedy ma miejsce w rzeczywistości mimo realności owych wizualizowanych przemyśleń). No ale zadzwonił. Szklany słoik roztrzaskany. Przecież mi się tęskni. Za nim.